Zakurzona półka na stare winylowe płyty. Ukochany fotel z poprzedniej epoki, z wystającymi sprężynami, w kącie pokoju. Drewniana huśtawka w tajemniczym ogrodzie babci. Miejsce magiczne. Miejsce zaklęte czarem zapomnienia, spowite szalem tajemnicy, miejsce promieniujące obietnicą. Zaciekawieni? A więc posłuchajcie...
Blog > Komentarze do wpisu

Wyprawa do Śródziemia

Słowo ptakiem wyleci, a wołem wróci, jak to mawiała moja prababka. Oto obiecana wyprawa do Śródziemia. Jak zapewne nasi stali Czytelnicy wiedzą, podczas naszego poprzedniego spotkania zdecydowałam się zaimprowizować kawałek prozy a la George Martin. Tym razem nie odważę się na podobny wyczyn; aż taką świętokradczynią nie jestem. Starczy bowiem rzec Tolkien, a co poniektórzy od razu wystawią przenośne ołtarzyki i zaczną oddawać pokłony. Ot, taka jest moc oddziaływania tego dzieła. Samej książki - ani filmu, jak mniemam - przedstawiać Wam nie muszę. Każdy bowiem słyszał, jeśli nie czytał lub widział, o historii niziołka nazwiskiem Baggins, który wyrusza zmierzyć się ze Złem. Każdy też zapewne zna kilka nut z trylogii Petera Jacksona. Tutaj posłuchać możecie ścieżki dźwiękowej z tej niezapomnianej produkcji. Aby jednak zanurzyć się choć trochę w świat hobbitów, elfów i krasnoludów, gdzie ludzie bynajmniej nie są dominującym gatunkiem, proponuję króciutki fragment z Dwóch Wież. Sama Tolkiena czytałam dziecięciem jeszcze będąc, a wrażenie, jakie na mnie wywarł ten fragment, pamiętam do dziś. Tak więc - czytajcie, Czytacze i słuchajcie, Słuchacze, a nade wszystko, delektujcie się smaczkami tego wiekopomnego dzieła.

Krajobraz był ponury i monotonny. Chłodna, lepka zima trwała jeszcze na tym pustkowiu. Nic się nie zieleniło, prócz bladego kożucha wodorostów na ciemnych zwierciadłach mętnych, gęstych wód. Zwiędła trawa i butwiejące trzciny sterczały z morza mgły jak nędzne pamiątki po zapomnianym od dawna lecie. Około południa dzień się nieco rozwidnił, a mgły podniosły wyżej, rozcieńczonei trochę bardziej przejrzyste. Wysoko ponad zgnilizną i oparami tej krainy złote słońce wędrowało pięknym światem, którego fundament stanowiły olśniewające białe obłoki, lecz tu, w dole, wędrowcy dostrzegali jedynie wyblakłe, nikłe, bezbarwne światło, nie dające ciepła.

 (...)

Noc zapadła głęboka, nawet powietrze wydawało si˛e czarne i tak gęste, że zapierało dech w piersiach. Gdy zjawiły się światełka, Sam przetarł oczy, podejrzewając, że mu się coś przywidziało ze zmęczenia. Najpierw kątem lewego oka zobaczył jedno światełko, bladozielony ognik, który zgasł zaraz w oddali; potem wszakże rozbłysły nowe, niektóre jak dym przeświecający czerwienią, inne jak przymglone płomyki rozchwiane nad niewidzialną świecą; tu i ówdzie rozpościerały się nagle szeroko, jakby widmowe ręce strzepywały je z upiornych całunów. Lecz ani Frodo, ani Gollum nie odzywali się słowem. Sam nie mógł dłużej znieść  milczenia.

— Co to jest? — spytał szeptem Golluma. — Co to za światła? Otaczają nas ze wszystkich stron. Czy to pułapka? Kto ją zastawia?

Gollum podniósł głowę. Przed nim rozlewała się ciemna woda, czołgał się na czworakach to w jedną, to w drugą stronę, szukając drogi.— Tak, otaczają nas — odszepnął. — Błędne ogniki. Świece umarłych, tak,tak. Nie zwracaj na nie uwagi. Nie patrz na nie! Nie goń ich!

A gdyby komuś było jeszcze mało, zapraszam tutaj po całą ścieżkę dźwiękową z najnowszej śródziemnej produkcji.

Ciao, alfa.

sobota, 05 stycznia 2013, alfa999

Polecane wpisy