Zakurzona półka na stare winylowe płyty. Ukochany fotel z poprzedniej epoki, z wystającymi sprężynami, w kącie pokoju. Drewniana huśtawka w tajemniczym ogrodzie babci. Miejsce magiczne. Miejsce zaklęte czarem zapomnienia, spowite szalem tajemnicy, miejsce promieniujące obietnicą. Zaciekawieni? A więc posłuchajcie...
Blog > Komentarze do wpisu

Niejasna linia horyzontu

Są na świecie osoby, które nie zaznają uczucia przynależności. W większości budzą zdziwienie - no bo kto chciałby nie mieć jednego miejsca na świecie, które mógłby nazwać domem? Schronienia, gdzie mógłby wrócić, gdykolwiek miał(a)by na to ochotę czy też zagnałaby ich tam tęsknota, szczęście lub łzy? A jednak takie osoby istnieją.

Istnieją i nie jest ich wcale tak mało.

Kiedyś nazywano ich obieżyświatami albo wędrowcami. Może to właśnie taki typ osobowości był potrzebny, by zostać bardem, który chodził od dworu do dworu i wyśpiewywał sobie kawałek chleba.

 

Dziś są raczej dziwakami, którzy nie chcą zagrzać miejsca, założyć rodziny lub pracować w korporacji.

 

Może też coś z nich mam. Taką odrobinkę, zasianą gdzieś głęboko w duszy, która sprawia, że od czasu do czasu nachodzi mnie ochota wszystko po prostu zostawić za sobą i ruszyć.

Nieważne, dokąd. Istotne, by poruszać się wciąż do przodu, widzieć umykające po bokach pola i lasy, a oczy utkwione mieć w horyzoncie.

Nie wiem, skąd się to bierze, ale czasem kolejny tydzień przed ekranem, za biurkiem, pod telefonem to po prostu za dużo.

Człowiek potrzebuje powietrza, by żyć. Czasem tym powietrzem bywa podróż. Tak zdobywa soki życiowe, niezbędne do egzystencji.

A może to po prostu wiosna nadchodzi i motywuje mnie do działania.

W każdym razie - każda nuta zespołu Coldplay wybitnie mi w tym pomaga. Czujecie ten rytm? Czujecie tę siłę? Tę radość?

Te piosenki kojarzą mi się z najlepszymi momentami mojego życia; wywołują wspomnienia jakiegoś gorącego, zapchanego ludźmi wagonu, słońca i lata, i pól, i bezsennych nocy, i lasu, i burzy, i jeziora i biegu do utraty tchu...

Skąd się to bierze?

Nie wiem.

Czasem po prostu za wiele czasu człowiek spędza w pracy. I straszliwa bywa świadomość, że ta wolność, ta niemal niedostrzegalna beztroska, która tak do niedawna towarzyszyła mi na każdym kroku, teraz słabnie, znika, blednie, a ja nie wiem, co zrobić, by ją odzyskać. 

To zabawnie irytujące, że jako dziecko niczego nie chciałam bardziej, jak dorosnąć i zacząć żyć naprawdę, a teraz nic mnie tak nie pozbawia złudzeń, jak prawdziwe życie. 

I czasem, czasem tylko dane jest zapomnieć, rzeczywistosć blednie, a słychać już tylko nuty Coldplaya. 

Ciągle jednak wierzę, że tego nie stracę i nie zniszczę siebie, spędzając kolejną godzinę na bezproduktywnych czynnościach; oczy mam wciąż utkwione w niewyraźnym, dalekim horyzoncie, obietnicy podróży.

W końcu każda zaczyna się od tego pierwszego - małego - kroku.

Tymczasem - polecam na dzisiejszy wieczór wybitnych twórców i moich prywatnych wybawicieli - członków zespołu Coldplay. 

alfa

PS W notce zamieściłam zarówno zupełnie stare kawałki, jak Speed of Sound, utwory z genialnej w mojej opinii płyty Viva La Vida!, jak i zupełnie nowe kawałki: filmowe Atlas, Paradise, a także dwie zupełnie świeże - jeszcze ciepłe! - piosenki z nadchodzącego albumu, czyli Magic i Midnight.

wtorek, 01 kwietnia 2014, alfa999
Tagi: Coldplay

Polecane wpisy